Menu

  • NEWS
  • HISTORIA ZESPOŁU
  • SKŁAD
  • DYSKOGRAFIA I TEKSTY
  • RECENZJE PŁYT
  • WYWIADY
  • KONCERTY
  • ZWIĄZANI Z ARCHIVE
  • GALERIA
  • FORUM
  • LINKI
  • KONTAKT

Reklama


Warszawa, 16.10 (Stodoła)
Wpisany przez Tomek   
środa, 04 listopada 2009 18:49

16 października 2009 - po 3 latach przerwy usłyszę Archive na polskiej scenie! Dokładnie pamiętam jak 5 lat temu w warszawskiej Stodole z wielkim zdenerwowaniem i podnieceniem oczekiwałem wyjścia Brytyjczyków, by zobaczyć ich po raz pierwszy. Choć od tego czasu Archive na scenie podziwiałem już 7 razy, to tym razem napięcie było nieporównywalnie większe. Londyńczycy znów wydali album genialny - czerpiąc z 13 lat doświadczeń, poczynili kolejny krok na przód w ich muzycznym rozwoju. Tylko jak to zabrzmi na żywo?

Zaczęło się jak na płycie. W Stodole rozbrzmiały pierwsze dźwięki Controlling Crowds. Muzycy powoli wynurzyli się z mroku, przed mikrofonem stanął Pollard i swoim głosem uzupełnił potężne organowe brzmienie. Stało się...pierwsze ciarki przeszły mi po plecach. Publiczność odpłynęła w rytm mrocznej gitarowo-syntezatorowej muzyki, by po chwili wybuchnąć niczym pocisk. Euforię, jaką wzbudziło wśród zgromadzonych w Stodole singlowe Bullets, ostudziły szybko melancholijne dźwięki Words On Signs. Albumowa „trójka" była jednak tylko skromną przygrywką do następnego dzieła.

Danger Visit to jeden z najmocniejszych punktów warszawskiego koncertu. Niezwykle refleksyjny początek utworu nie zapowiadał aż tak ogromnej eksplozji dźwięków. Na szczególną uwagę zasługuje tu fenomenalna perkusja Smiley'a. Wykrzykujący „feel, trust, obey" Pollard przeszedł samego siebie, umiejętnie balansując pomiędzy depresyjnym a buntowniczym krzykiem rozpaczy.

Po ogromnych emocjach związanych z genialnym wykonaniem Danger Visit, przyszedł czas na pierwszą wizytę Rosko na scenie. Publika wyjątkowo entuzjastycznie przywitała londyńskiego rapera, który po 13 latach przerwy wrócił do Archive. Wykrzyczane, bądź, jak kto woli, „wyrapowane" Quiet Time swoją stylistyką mocno odbiegło, od tego, co do tej pory mogliśmy usłyszeć na koncertach Brytyjczyków. Dla wszystkich zagorzałych fanów Londinium, do których również się zaliczam, nie był to jednak nieprzyjemny dysonans.

Rosko szybko zniknął z pola widzenia, a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki Collapse/Collide - moim zdaniem najlepszego utworu z Controlling Crowds. Niestety na scenie nie zobaczyliśmy Marii Q, która ze względu na inne zobowiązania nie uczestniczyła w jesiennej trasie zespołu. Jej głos został wypuszczony z „puszki", natomiast jej osobę zastąpiła przygotowana wcześniej wizualizacja - jedna z wielu wyświetlanych na ogromnym ekranie, podczas trwania koncertu. Mimo tego, że cyfrowe nagranie nie jest w stanie wywołać podobnego uczucia, jakie wywołuje aksamitny głosu Marii, to cieszę się, że Archive nie pominęło Collapse/Collide. Jego koncertowe wykonanie jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to najmocniejszy punkt albumu Controlling Crowds. Na pocieszenie dodam, że na zapowiedzianym na 19 stycznia koncercie Archive w Poznaniu Marii Q już nie zabraknie!

Prezentację ostatniego dzieła Brytyjczyków dopełniło wykonanie utworów Clones, Bastardised Ink. (na scenie ponownie pojawił się Rosko) i Kings Of Speed. Po utrzymanych mocno w Birdpenowym klimacie „Królach szybkości" przyszedł czas na niespodziankę. W Stodole rozległy się nieznane nam dotąd dźwięki. Archive postanowiło zaprezentować kawałki pochodzące z nowego albumu Controlling Crowds Part IV - Lines oraz The Empty Bottle. W pierwszym z nowych utworów doskonale zabrzmiało połączenie rytmicznego wokalu Rosko, agresywnej gitary Steve'a oraz charakterystycznej dla zespołu elektroniki. Całość okraszona, wyśpiewanym wspólnie przez trójkę wokalistów, melodycznym refrenem czyni Lines kawałkiem wyjątkowym. The Empty Bottle to natomiast utwór dużo prostszy w odbiorze, idący raczej w kierunku muzyki popularnej - nie zmienia to jednak faktu, że słuchało się go bardzo przyjemnie. Głos Dave'a idealnie wpasowuje się w klimat najnowszego singla zespołu.

Pierwszą część koncertu Archive zakończyło ostatnim na płycie utworem - Funeral. Żegnani owacjami muzycy stopniowo opuszczali scenę, pozbawiając utworu brzmienia poszczególnych instrumentów. Ostatnia zamilkła perkusja.

Ogromna wrzawa, niekończące się okrzyki i oklaski szybko przyciągnęły muzyków Archive z powrotem na scenę. Na pierwszego bisa zespół wybrał Londinium. Koncertowe wykonanie, pochodzącego z pierwszego albumu, utworu zabrzmiało niezwykle świeżo. Co zaskakujące, kobiecą partię wokalną z powodzeniem zastąpił tu Pollard. Rosko na szczęście nie trzeba było zastępować - londyński raper po raz kolejny udowodnił, że mimo długiej przerwy zupełnie nie wyszedł z wprawy.

Kolejnym bisem był koncertowy klasyk Archive - Numb. Szalenie intensywne brzmienie, ściana gitar, agresywna perkusja i przeszywający wokal Dave'a zmiotły publikę z powierzchni. Na uwagę zasługuje równie ekspresyjne wykonanie, następnego w repertuarze, Systemu. Atmosferę utworu podkręcił Dave, który z ogromnym zaangażowaniem uderzał w ustawiony specjalnie dla niego na środku sceny bęben.

Archive bez Again to nie Archive. W Stodole po prostu nie mogło zabraknąć największego dzieła zespołu. Dave już dawno przeniósł ten utwór na najwyższy możliwy poziom emocjonalny, wielokrotnie przewyższając dokonania swojego poprzednika (w oryginale utwór śpiewa Craig Walker). Koncertowe Again jest dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem, przenoszącym mnie w zupełnie inny wymiar odbioru muzyki. Tu nie słychać już dźwięków, na pierwszy plan wychodzą emocje.

Największe dzieło Archive zwieńczyło kolejny fenomenalny koncert zespołu. Myślę, że lepszego zakończenia dwugodzinnej emocjonalnej podróży, jaką jest dla mnie każdy występ Brytyjczyków, nie mogliśmy sobie wymarzyć... Do zobaczenia w styczniu!

 

archivemusic.pl, Powered by Joomla! and designed by SiteGround web hosting

Valid XHTML and CSS.