Reklama
| ARCHIVE, 19.06.2006, studio im. Agnieszki Osieckiej |
| Wpisany przez Przemek |
| niedziela, 06 sierpnia 2006 23:46 |
|
„I can’t wait. It’s gonna be fantastic evening” - zapewniał nas Darius w radiowej zapowiedzi przez cały tydzień poprzedzający tą chwilę. I się nie mylił. Było fantastycznie! Niespełna dwa lata temu, gdy usłyszałem, że zespół wydaje płytę „Unplugged”, pomyślałem, że przecież ta muzyka nie może dobrze brzmieć w wersji akustycznej. Po zakupie albumu okazało się, jak bardzo się myliłem. Jest w niej prawie tyle energii, co w albumach studyjnych. Tym razem obaw nie było już żadnych. Półakustyczny koncert musiał wypaść wspaniale. A to z kilku powodów. Pierwszy, to wspomniany wyżej, rewelacyjny album „Unplugged”. Drugi, to zagrany miesiąc wcześniej koncert o podobnym charakterze w szwajcarskim radiu COULEUR, który również wypadł znakomicie. Trzecim powodem jest miejsce, w którym miał odbyć się występ. Studio im. Agnieszki Osieckiej robi naprawdę niesamowite wrażenie. Choć byłem w nim po raz pierwszy, to nie wydawało mi się ono obce za sprawą wielu koncertów, które nadawane były na żywo, na antenie „Trójki” z tego właśnie miejsca. Jak się okazało później, był jeszcze jeden bardzo ważny powód. Otóż zespół postanowił, że zarejestruje koncertowy materiał i wyda go w postaci regularnego albumu, i to jeszcze w tym roku. Powodem takiej decyzji było prawdopodobnie wyposażenie „Trójkowego” studia, które uważane jest za jedno z najlepszych w Europie, a zrobiło niesamowite wrażenie na zespole. Kilka minut po godzinie 20:00 zespół w składzie: Darius Keeler - syntezator i fortepian, Danny Griffiths - syntezator, Dale Davis - gitara, Dave Pen - gitara i śpiew oraz Pollard Berrier - gitara i śpiew, po zapowiedzi Piotra Kaczkowskiego wyszedł na scenę. Jak się okazało później, setlista była taka sama, jak w Szwajcarii. Na początek dwa utwory z albumu „Noise”: utwór tytułowy, zaśpiewany przez Pollard’a, oraz „Fuck U”, najlepszy według mnie kawałek w wykonaniu Dave’a. Następnie przyszła pora na coś z najnowszego albumu „Lights”. Było „Sane” oraz singlowy „System”, oba zaśpiewane w duecie wokalistów, gdzie szczególne wrażenie robił bardzo mocny głos Pollard’a, wyraźnie inspirowany doświadczeniem, jakie uzyskał w jego poprzednim, beatbox’owym zespole BAUCHKLANG. Pomiędzy tymi utworami, ktoś z publiczności zawołał bardzo głośno: AGAIN! (jak się później okazało, zrobił to Grumens - administrator naszej strony i forum). Rozbawiło to bardzo zespół, a Dave powiedział, że „Again” będzie, ale później. Trzy kolejne utwory, to etap pt. „You all look...”. W „Hate” zwrócił uwagę przede wszystkim dźwięk fortepianu, na którym Darius postanowił zagrać w kilku momentach podczas koncertu, jak tylko go zobaczył w studiu na scenie. Połączone ze sobą „Meon” i „Again” poprzedzone były zapowiedzią Dave’a, w której postanowił uczynić dedykację dla tour meneger’a zespołu, Alex’a, który jest pół-polakiem oraz dla nas wszystkich. W krótkim „Conscience” nieobecną niestety Marie Q w trzeciej zwrotce znakomicie zastąpił Pollard. Pozostała część koncertu to powrót do repertuaru z najnowszego albumu. Mroczne „Black” oraz „Fold”, w którym Pollard potwierdził, że nie przypadkowo znalazł się w Archive i jest godnym następcą Craig’a Walker’a. Jak można się było spodziewać „Lights” zagrane było w krótszej wersji niż albumowa, i choć to utwór, w którym musi być dużo magnetyzmu, transu i napięcia, w wersji pół-akustycznej sprawdza się całkiem dobrze. Na koniec Archive stał się jednoosobowym zespołem. „Taste of Blood” fantastycznie zagrał i zaśpiewał sam Pollard. W czasie owacji na stojąco zespół opuścił scenę. Oklaski trwały tak długo, że pomimo zapowiedzi redaktora Kaczkowskiego o tym, że bisu na pewno nie będzie, zespół postanowił zrobić wyjątek dla wspaniałej, polskiej publiczności i pojawił się ponownie na scenie. Z racji tego, że bis nie był planowany, panowie wykonali jeszcze raz nasz ukochany „Again”. Tym razem był on zagrany całkowicie na luzie, z drobnymi pomyłkami Dale’a i fałszami Dave’a, ale nie o perfekcję w tym wypadku chodziło. I tak właśnie ten specjalny koncert dobiegł końca. Ale nie wieczór. Po piętnastu minutach zespół w pełnym składzie pojawił się w „Trójkowym” holu, by spotkać się z publicznością. Jak się okazało, członkowie zespołu są bardzo sympatycznymi ludzmi. Każdy mógł podejść, chwilę porozmawiać, zdobyć autografy i zrobić zdjęcia. Mi udało się zejść na temat następnych koncertów w Polsce. Obiecali, że prawdopodobnie będą dwa, w listopadzie tego roku. Więc czekamy z niecierpliwością na koncerty i na album z tego magicznego wieczoru. Klimat tego wydarzenia był fantastyczny, więc płyta na pewno też taka będzie. Darius, Danny, Dave, Dale, Pollard – wielkie dzięki!!! |