Menu

  • NEWS
  • HISTORIA ZESPOŁU
  • SKŁAD
  • DYSKOGRAFIA I TEKSTY
  • RECENZJE PŁYT
  • WYWIADY
  • KONCERTY
  • ZWIĄZANI Z ARCHIVE
  • GALERIA
  • FORUM
  • LINKI
  • KONTAKT

Reklama


Monachium, 11.11.2006
Wpisany przez Tomek   
poniedziałek, 13 listopada 2006 19:55

Nigdy za dużo Archive. Dwa koncerty w Polsce – wspaniale! Ale może by tak gdzieś jeszcze? 11. listopada 2006, niecały tydzień po krakowskim koncercie wybrałem się więc do Monachium.
Do klubu, w którym zagrać miał zespół przybyłem na godzinę przed rozpoczęciem. Tłoczących się pod budynkiem Niemców brak, w środku luźno, liczba sprzedanych biletów – podobno niecałe 600. Jak to w ogóle porównać z Polską? Spokojnie zająłem miejsce pod barierkami, po lewej stronie sceny - niedaleko Dariusa i jego klawiszy. Support nie został przewidziany, z głośników sączyły się tylko, tak jak i u nas w kraju, Radioactivity Kraftwerka oraz starsze nagrania Archive. Sprzęt został rozstawiony już wcześniej i czekał gotowy do pracy.
Zaczyna się. Na scenę wychodzą Darius, Steve i Danny. Cichy dźwięk pianina rozbrzmiewa wśród rozmawiającego wciąż tłumu. Lights. Trochę to trwa zanim ludzie pojmują, że to już koncert. A ja daje się ponieść brzmieniu, odpływając gdzieś z zamkniętymi oczami. Intensywność dźwięku powoli wzrasta – na scenie, z następną gitarą, pojawia się Dave, za perkusją siada Smiley, z cienia wyłania się basista - Steve. No i w końcu przed mikrofonem staje Pollard. Jego „It hurts to feel” wywołuje ogromną dawkę dreszczy.
Po Lights brawurowe jak zwykle Numb. Następnie Bridge Scene, w którym próbkę swojego geniuszu prezentuje Smiley. Byłem pewny, że niczym mnie nie zaskoczy, w końcu to już trzeci koncert w przeciągu tygodnia. A jednak…Zagrał jeszcze bardziej ekspresyjnie i z jeszcze większą pasją. Raz zdarzyło mu się wejść za wcześnie, ale i to było sympatyczne. Przy okazji Veins na scenie nareszcie pojawia się Maria, swoim uśmiechem rozjaśniając oblicze zespołu. Trzeci utwór z ostatniej płyty Archive to show całej trójki wokalistów, ale następujące po nim I will fade, Headspace i You Make Me Feel to już tylko ona i jej śpiew. Delikatne brzmienie gitary Steve’a Harrisa i pełen pasji, krystalicznie czysty głos Marii tworzą idealne połączenie. Polecam odbiór z zamkniętymi oczami, co piszącemu nie zawsze się udaje. Zwykle nie mogę się oprzeć urodzie wokalistki…
Fuck U ucieszyło publikę – obok Again, to chyba najbardziej znany utwór Archive. Bardzo brakowało mi wykrzyczanego w Polsce przez tłum „so fuck u anyway”, co nie zmienia faktu, że Dave pokazał, iż jest w wysokiej formie. Tym razem nie zachwyciło mnie Black – nagłośnienie i mikrofony wokalistów jakby zaszwankowały, natomiast za następnym Sit back down nigdy nie przepadałem (to chyba jedyny utwór Archive, którego nie lubię). Przynajmniej wiedziałem już, że to wstęp do Again…
Again to dla mnie fenomen. Najbardziej emocjonalny i smutny utwór jaki znam. Po odejściu Craiga wydawało się, że nikt nie będzie w stanie się z nim zmierzyć. Do teraz kilka osób uważa, że tylko jego wersja jest wiarygodna. Moim prywatnym zdaniem Dave Penney dzieło to jeszcze wzbogacił, rozwinął. Niezwykle ekspresyjne wykonanie z przerażającym krzykiem rozpaczy w ostatniej części rozkłada mnie na łopatki, ciarki przechodzą z góry na dół, a w głowie pozostaje pustka, łzy same cisną się do oczu, nie wiadomo co się dzieje. Tak było też w Monachium…
Archive wróciło na bis. Niestety tylko na jeden – zagrali System i Pulse. Pulse, czyli zdecydowanie najlepszy koncertowy utwór zespołu, zabrzmiał jak zawsze niesamowicie. Ściana gitar, krążąca ponad sceną niczym helikopter perkusja i zapętlony wokal Marii wgniatają w podłogę, powalają na kolana. Ciężko się jest pogodzić, że to już koniec…
Podsumowując należy podkreślić, iż atmosfera monachijskiego koncertu była zdecydowanie gorsza niż w Polsce. W powietrzu brakowało unoszącej się magii – cienkiej nici porozumienia pomiędzy artystami i odbiorcami ich sztuki.

Nie oznacza to jednak, że nie było warto pojechać. Dla tej muzyki i dla tej niezwykle sympatycznej grupy ludzi warto udać się i na koniec świata, albo i dalej…



 

archivemusic.pl, Powered by Joomla! and designed by SiteGround web hosting

Valid XHTML and CSS.