Reklama
| Danny Griffith specjalnie dla archivemusic.pl |
| Wpisany przez Tomek |
| czwartek, 19 lipca 2007 04:59 |
|
Album Live at the Zenith pojawił się niedawno na polskim rynku, to wasze pierwsze „prawdziwe” koncertowe wydawnictwo. Darius wspomina często, że występowanie na scenie to bardzo intensywne przeżycie. Uważasz, że Live at the Zenith jest w stanie przekazać słuchaczom tą intensywność?
Myślę, że udało nam się uchwycić napięcie i atmosferę tego występu, to było niesamowite widowisko. To wspaniałe, iż mieliśmy możliwość wydania albumu, który nie jest kompilacją wielu koncertów, to po prostu jeden występ. Miks (produkcja) tego wydawnictwa był dla nas bardzo ważny, uważam, że wyszło dobrze.
Kiedy patrzę na was podczas występu, zawsze widzę jak wiele energii wkładacie w swoją muzykę, jesteście skupieni ale mimo to bardzo spontaniczni. Co czuje artysta, który przedstawia swoje dzieło publice po raz pierwszy? Czy nie boicie się czasem rekacji, tego, że ludzie was nie zrozumieją?
Nie boimy się niezrozumienia, po prostu poświęcamy się graniu. To bardzo mocna i emocjonalna muzyka, czujemy to będąc na scenie. Mamy nadzieję, że inni też to czują…większość na pewno. Ciężko pracowaliśmy na to by nasze występy były jak najlepsze, jestem przekonany, że publiczność to dostrzega.
W jednym z wywiadów Darius wspomniał, że w Archive chodzi o muzykę, nie o poszczególne osoby (Teraz Rock, 01.2005). W myśl tego motta działacie już od lat i wydaje się, że wasza recepta się sprawdza, na każdym albumie zaskakujecie nas czymś świeżym, nowym. Nie jesteście czasami zmęczeni poszukiwaniem nowych inspiracji?
Nie, w żadnym wypadku, to właśnie to co nas ekscytuje, czyni tworzenie muzyki interesującym. Oczywiście nie każdy z fanów jest z tego powodu specjalnie zadowolony, ale to nie ma dla nas większego znaczenia, najważniejsze jest dla nas osiąganie tego czego pragniemy.
Jak wygląda u Archive proces twórczy? Z tego co wiem, dajecie swoim pomysłom czas na rozwój, nie spieszycie się. Nie uważasz, że w ten sposób mogą one czasem stracić swoją świeżość?
Nie mamy żadnego na stałe przyjętego wzorca, pomysły mogą przyjść nagle, z niczego i od każdego z nas. Nad niektórymi projektami spędzamy rzeczywiście wiele czasu, niektóre z nich po prostu na to zasługują. Chodzi oto, żeby wydobyć z nich odpowiednie emocje. Natomiast inne powstają bardzo szybko. Ostatni album – Lights – nagraliśmy w 4 miesiące, to naprawdę niewiele.
Muzyką zajmujecie się od wielu lat, jesteście popularni we Francji, Polsce czy Grecji, jednak wciąż musicie czekać na uznanie we własnym kraju. Czy fakt, iż wiele przeciętnych zespołów rockowych osiąga na brytyjskim rynku komercyjne sukcesy potrafi być czasem frustrujący? Czy chęć bycia popularnym nie jest momentami większa od woli pozostania niezależnym?
Uważam, że mamy szczęście, iż osiągnęliśmy taką popularność w Europie, niewiele zespołów dostaje szansę doświadczania tego co my. Oczywiście słuchanie przeróżnego gówna odnoszącego u nas sukcesy może frustrować, jednak w większości przypadków to tylko chwilowe mody, a my, jak dobrze wiesz, jesteśmy projektem długoterminowym. Właśnie rozpoczęliśmy podbijanie brytyjskiego rynku, to może wprawdzie trochę potrwać, ale ja jestem spokojny. Reakcje publiczności na naszych dwóch londyńskich koncertach były do tej pory wspaniałe.
Wiele ludzi traktuje waszą muzykę bardzo emocjonalnie, identyfikuje się z nią. Wasze teksty połączone z muzyką potrafią intensyfikować emocje, mogą także przynosić ulgę. Czy zdajesz sobie sprawę jak wielką rolę dla dużej grupy fanów odgrywa wasza muzyka?
Uważam, iż nasza muzyka i teksty są bardzo szczere, ludzie mogą się z nimi identyfikować. Kiedy ktoś mówi mi, że nasza muzyka zmieniła jego życie, lub wzrusza go do łez przy każdym przesłuchaniu, to mnie to wciąż szokuje, ale daje również powód do dumy.
Co dla ciebie znaczy muzyka? Gdyby ktoś poprosił cię o napisanie twojej własnej definicji muzyki, co byś napisał?
Muzyka musi być w stanie mnie poruszyć i to bez znaczenia w jakim jestem nastroju, muzyka to emocje, to bardzo ważne.
Do momentu, w którym Pollard dołączył do zespołu, Archive komunikowało się z publicznością podczas występów jedynie za pomocą muzyki. Większość polskich fanów wciąż nie zna waszych imion, znają was jako grupę ludzi w czarnych garniturach grających niesamowitą, bardzo emocjonalną muzykę. Jak ważny jest dla ciebie wasz image sceniczny?
Kocham wrzucać na siebie mój garnitur i zaczynać przygotowania do występu, to zawsze wprowadza mnie w odpowiedni nastrój. W Archive chodzi o muzykę, dlatego podoba mi się fakt, iż ludzie nie wiedzą kim jesteśmy, w końcu nie ma to żadnego znaczenia, kocham tajemnicę i to jak ludzie głowią się nad tym, kto to do cholery właściwie jest na tej scenie!?
Lato jest dla Archive zawsze czasem festiwali. Lubicie występować na dużych scenach, czy wolicie te mniejsze? Podejrzewam, że to trudniejsze utrzymać wielką grupę ludzi w napięciu, szczególnie jeśli wiele osób was w ogóle nie zna.
To dwa różne światy, festiwale mogą być niesamowite, potrafią być także wyzwaniem. Przed dwoma tygodniami graliśmy w Belgii (na festiwalu Les Ardentes w Liege) i był to jeden z najlepszych naszych koncertów, to wspaniałe grać dla ludzi, którzy nigdy wcześniej cię nie słyszeli a mimo to są zachwyceni. Mniejsze występy są oczywiście bardziej osobiste, czujesz bliskość publiki. Nie jestem w stanie powiedzieć co wolę, chociaż… uwielbiam małe, gorące, ociekające potem kluby.
Na koniec spytałem czego możemy się spodziewać po występie Archive w Jarocinie. Moje pytanie było nieco dłuższe, opowiedziałem trochę z historii jarocińskiego festiwalu, Danny odpowiedział bardzo krótko: „You can expect a fucking good show!” - Możecie się spodziewać zajebiście dobrego występu! I oby tak było!
|