Reklama
| Archive to nie zespół – to kolektyw |
| Wpisany przez Tomek |
| wtorek, 28 kwietnia 2009 13:21 |
|
Tomek: Jesteście tuż po wydaniu nowego albumu – Controlling Crowds. Od ukazania się na rynku Lights musieliśmy czekać aż 3 lata. Czy mógłbyś mi opowiedzieć o pracy nad nową płytą? Planowaliście, że będzie to concept album?
Pollard: 3 lata to rzeczywiście spory kawał czasu. W między czasie wydaliśmy jednak płytę koncertową (Live At the Zenith – przyp. red) Album zainspirowały odczucia, którymi darzymy świat. Nasze umysły opanowały bieżące wydarzenia - takie jak wojna w Iraku, czy spekulacyjna polityka amerykańskiego rządu, nastawiona wyłącznie na własną korzyść, bez ponoszenia osobistej odpowiedzialności. Przerobiliśmy także inne fragmenty historii, w których rolę odgrywała kontrola i władza. Mimo, że była to idea, która nam przyświecała chciałbym jasno dać do zrozumienia, że nie jest to album intelektualny – nie ma w nim jakiegoś ukrytego drugiego dna. Stworzyliśmy po prostu naszą własną wizję ludzkości, świata zachodniego wraz z jego najpiękniejszymi i najbardziej denerwującymi aspektami – wszystko na bazie własnych doświadczeń przetworzonych przez naszą wyobraźnię. Całość okazała się concept albumem, ponieważ temat sam w sobie był na tyle inspirujący, że zrywał nas rano z łóżek - pozwolił na stworzenie dwóch niezwykle dopracowanych albumów. Tomek: Do Archive po 13 latach wrócił Rosko. W jakich okolicznościach doszło do rozstania i jak to się stało, że spotkaliście się ponownie. Pollard: Rosko był jednym z pierwszych w zespole. To jego i Dariusa można uznać za twórców nazwy Archive. Londinium powstało 13 lat temu – każdy z nich był w tym czasie inny. Rosko, Darius, Danny i Roya rozstali się, gdyż nie byli w stanie dogadać się co do tego jak powinien brzmieć album, wydaje się, że było w tym też coś z młodzieńczej głupoty. Tomek: To dosyć zaskakujące, że po albumach takich jak You All Look the Same to Me, Noise czy Lights powróciliście do stylu z Londinium. Nie masz wrażenia, że muzyka Archive już dawno powędrowała w innym kierunku? Pollard: Pierwotnie Rosko miał być związany tylko z hip-hopowym projektem pobocznym Danny’ego i Dariusa. Jednak jak się okazało, Rosko - bardzo utalentowany gość - w swoich tekstach poruszał te same tematy, które poruszaliśmy my zaczynając tworzyć Controlling Crowds. Zdecydowaliśmy o włączeniu tego materiału do naszego albumu. Muszę przyznać, że na początku byłem trochę sceptyczny, bałem się, że zabrzmi to tak jak byśmy cofnęli się o kilka kroków. Darius i Dan pracowali bardzo ciężko nad produkcją i nagle, mimowolnie, stworzyli futurystyczne brzmienie hip-hopu. Quiet Time jest wciąż jednym z moich ulubionych kawałków na płycie. Nie czujemy, że „powróciliśmy” do czegoś - szczególnie na tym albumie. W Controlling Crowds słyszalne są pewne elementy z Londinium, ale pewnie i z innych albumów. Jeśli ktoś zastanawia się nad rozwojem Archive to Controlling Crowds broni się samo – czujemy, że idziemy w wyjątkowym kierunku, co nas bardzo satysfakcjonuje i z czego w tej chwili jesteśmy niesamowicie dumni. Tomek: Jak wygląda praca z 4 wokalistami? Nagrywaliście swoje partie razem? Maria, Dave, Rosko i ty macie 4 całkowicie inne głosy - wydaje mi się, że wasza wizja muzyki również się różni. Mimo to udało wam się nagrać spójny album, a nie tylko zbiór różnych piosenek. Jak to możliwe? Pollard: Super jest pracować z 4 wokalistami. Beatlesi też mieli wielu kompozytorów i wokalistów. Dan i Darius piszą. Ja piszę mnóstwo, Dave pisze mnóstwo, Rosko wyrzuca z siebie teksty niczym karabin maszynowy, tym razem to nawet Maria i Steve Harris byli włączeni w proces tworzenia. Sposób w jaki tworzymy ciągle się zmienia. Czasem razem piszą Dave i Darius, czasem jest to Dan i ja. Innym razem tworzą tylko Dan i Darius, a jeszcze innym Darius i ja – i tak w kółko. To co kocham w tym zespole – kolektywie – to fakt, że nie mam pojęcia co Dan czuł pisząc Funeral, albo o czym myśleli Dave i Darius tworząc Words on Signs (do którego później z Grahamem i Dariusem napisaliśmy partie smyczkowe i chóralne). Tym bardziej nie wiem jaka jest różnica w odczuciach – moich - piszącego tekst do Bullets - od tych Smiley’a i Rosko kiedy go słuchali. Stworzenie albumu, który łączy te wszystkie konfiguracje jest możliwe tylko dlatego, że to Archive. Dzięki produkcji Dariusa i Dana i ich niesamowitej zdolności do utrzymania tego wszystkiego razem przez tak długi czas, Archive rozwinęło swoje własne brzmienie Jestem przekonany, że wszyscy zgodzimy się, iż każdy kto pracował, pisał, grał, czy śpiewał z zespołem miał wpływ na jego brzmienie i styl, kształt i kolor, atmosferę i nastrój, przestrzeń i jej brak. To kolektyw. Każdy wnosi tu swoje artystyczne środki wyrazu, wyimek swoich odczuć, muzyczną wizję i własne inspiracje. Większość muzyków grających wcześniej w dobrym zespole, po decyzji o podjęciu kariery solowej zaczyna brzmieć do kitu (nie można tego powiedzieć o wszystkich). Staramy się tego uniknąć poprzez naszą działalność przy innych projektach (Dave’a z Birdpenem, moją z Bauchklang itd.). Mamy na tyle szczęścia, że spotykając się, faktycznie pracujemy nad naszymi piosenkami - nad muzyką. Mimo różnicy poglądów doszliśmy do pewnego porozumienia – to co nas łączy to istota naszej muzyki, nie grają tu roli ego, czy preferencje. To bardzo naturalny proces, staramy się, żeby podczas tworzenia zdanie każdego z nas było brane pod uwagę, żeby każdy z nas mógł wyrazić swoją opinię. Tomek: Czy mógłbyś mi opowiedzieć o pracy z Grahamem Preskettem. Z książeczki dołączonej do Controlling Crowds możemy się dowiedzieć, że zaaranżował wspólnie z tobą i Dariusem partie orkiestrowe. Jak wyglądała wasza współpraca? Pollard: Darius i Dan pracują z Grahamem Preskettem od czasów Michell Vaillant. Jeśli się nie mylę Graham i jeden z naszych menadżerów – Tim Clark - znają się od lat. I to Tim przedstawił Grahamowi Archive. Graham jest niesamowitym człowiekiem, z niesamowitą zdolnością aranżacji i interpretowania muzyki. Dokładnie wie co mają przekazać poszczególne utwory. Dodaje do nich dokładnie to, czego potrzebują. Praca z nim jest nadzwyczajna. Mamy nadzieję, że będziemy ją kontynuowali na nadchodzących albumach oraz podczas występów na żywo. On jest częścią kolektywu. Tomek: Czyim pomysłem było zaproszenie do nagrania chóru? Pollard: Już podczas nagrywania Lights używaliśmy chóru – tyle, że takiego nagranego na melotronie. I tym razem Darius tworząc tytułowy kawałek Controlling Crowds zaplanował użycie tego efektu. Później wspólnie zadaliśmy sobie pytanie: a może w tle mógłby zabrzmieć prawdziwy chór? Przy niektórych kawałkach po prostu próbowaliśmy znaleźć dla niego miejsce. Innym razem Darius i Graham mieli konkretny pomysł na jego umiejscowienie. Ja, wspólnie z Grahamem napisałem aranżację dla chóru do drugiej połowy Words on Signs. Decyzja o użyciu chóru była decyzją kolektywną. Tomek: Podzieliliście album na III części. Opowiedz mi coś o strukturze Controlling Crowds. Wiem, że planujecie wydanie IV części. Kiedy możemy się jej spodziewać? Pollard: Album został podzielony na części, bo czuliśmy, że nagraliśmy 3 różne części. Każda z nich ma swój własny klimat. Mieliśmy wrażenie, że taki a nie inny podział piosenek to dobry pomysł i że trzeba wprowadzić przerywniki. Nasza płyta jest dosyć obszerna, a te przerwy ją porządkują – taki podział wydawał nam się naturalną sprawą. Wciąż jesteśmy na etapie zastanawiania się nad tym jak i kiedy wydamy tajemniczą część IV. Jesteśmy przekonani, że jest to kolejne pełnej długości arcydzieło, z którego jesteśmy bardzo dumni. Tomek: Wypełniliście kontrakt z Warner Music France. Czy jesteście zadowoleni z tego faktu? Co planujecie na przyszłość? Chcecie wydawać swoje płyty na własną rękę czy podpiszecie kolejny kontrakt? Pollard: Przyszłość jest świetlana, mroczna i ponownie tajemnicza. Wiemy o niej tyle co ty. Zauważyliśmy jednak, że odkąd większość artystów przestała sprzedawać swoje nagrania, by móc zarabiać pieniądze w przemyśle muzycznym przy wydawaniu płyt trzeba wykazywać się większą kreatywnością i pozytywnym myśleniem. Nasi menadżerowie są genialni i wynaleźli projekt zwany Featured Artist Coalition (http://www.featuredartistscoalition.com – przyp. redaktora ) To inicjatywa mająca na celu znalezienie artystom nowej drogi wydawania płyt oraz chronienia ich praw. Hasło „nie podpisuj analogowych kontraktów, w erze cyfrowej” sugeruje młodym, rozpoczynającym właśnie karierę artystom, że w czasach internetu nie warto podpisywać tradycyjnych kontraktów, w których wytwórnie płytowe zabierają muzykom większość ich pieniędzy (70-90%). Featured Artist Coalition ma także na celu informowanie ludzi o tym co się dzieje w przemyśle muzycznym. Aby móc wydawać swoją muzykę na własną rękę trzeba znaleźć sposób na jej dystrybucję, sprzedaż i promocję, tak by dotarła do ludzi, którzy chcą i potrzebują twojej muzyki. To kolejna zagadka. Niektóre zespoły mają wielką rzeszę fanów dzięki marketingowi szeptanemu, inne mimo ciężkiej pracy nie odnoszą sukcesu. Nawet okrzyknięte pierwszym zespołem, który stał się znany dzięki internetowi Arctic Monkeys miało za sobą grupę fanów, którzy wrzucali ich kawałki wszędzie gdzie się dało. To niesamowity wyczyn, który dowodzi tylko, że to nie menadżment, czy wytwórnia czynią cuda - a właśnie marketing szeptany. Tomek: Czy to prawda, że chcecie opublikować własną wersję Take My Head (producenci mocno zaingerowali w produkcję płyty, zły kontrakt uniemożliwił Archive zablokowanie zmian – po wydaniu Take My Head Archive zakończyło współpracę z wytwórnią Independiente – przyp. redaktora)? Pollard: Nie mamy zamiaru ponownego wydawania Take My Head – w jakiejkolwiek formie. Tomek: Zdecydowaliście, że nie zagracie w tym roku na festiwalach. Ta decyzja daje wam wolność wyboru piosenek i dużo więcej czasu na scenie. Czy na koncertach usłyszymy tylko utwory z nowego albumu, czy zagracie też starsze numery? Pollard: Po pierwsze zdecydowaliśmy się nie występować na festiwalach, by mieć możliwość grania Controlling Crowds. Prezentując stworzony przez nas nowy świat chcemy wywrzeć na słuchaczach większe wrażenie. Większość kawałków, które zagramy będzie pochodziła z Controlling Crowds. Możliwe, że w bisach znajdzie się miejsce dla starszych nagrań, oczywiście jeśli publika będzie miała na nie ochotę. Tomek: Tęskniliście za graniem na żywo? Pollard: Tak, tęsknimy za graniem na żywo. Nie czuję się częścią zespołu, dopóki nie stoję na scenie albo w studio.
|