Reklama
| Danny Griffiths dla programu "30 Ton, Lista Przebojów", 2004 |
| Wpisany przez Przemek |
| niedziela, 09 lipca 2006 01:55 |
|
„Moją pierwszą, prawdziwą fascynacją był hip-hop. To było, gdy miałem jakieś 14 lat. Kiedy pierwszy raz usłyszałem hip-hopowy kawałek, pomyślałem sobie: „rewewlacja, to jest właśnie to, czego szukam”, byłem naprawde zachwycony. I to był dobry punkt wyjścia, bo zaraz po tym, kiedy zafascynowałem się jednym wykonawcą, chciałem wiedziec skąd się wzieło jego brzmienie, interesowałem się artystami, którzy mieli na niego wpływ. W ten sposób hip-hop doprowadził mnie do James’a Brown’a i całej muzyki funk. I tak się zaczeło odkrywanie kolejnych wykonawców, szperanie godzinami w sklepach płytowych... Hip-hop był tylko wierzcholkiem potężnej góry lodowej... I od tej pory zawsze w ten sposób podchodze do muzyki... No, może nie jest tak, ze słucham jakiś nieprawdopdobnych ilości nowych rzeczy. Muzyka nowych wykonawców jakoś rzadko do mnie przemawia. Może dlatego, że nowe kapele w dzisiejszych czasach są wpatrzone głównie same w siebie, nie starają się podejmować muzycznych wyzwań, nawet jeżeli na strcie wydają się być interesujące. To chyba dlatego, że dają się nabrac na te wszystkie sztuczki, wymyślone przez przemysł płytowy: „róbcie trzyipółminutowe kawałki, wtedy radia będą was grać...” Absurd. Myśle, że zawsze robiliśmy muzykę, która była na swój sposób „wizualna”, sugestywna. Już od pierwszej płyty ludzie mi mówili, że powinienem pisać muzykę do filmów. Może niekoniecznie było to dla nas takie ważne, żeby to, co robimy, działało na wyobraźnię. Mówiąc „wizualna” mam na myśli sposób, w jaki podchodzimy do tworzenia muzyki, reagowanie na to, co widzimy co nas otacza, artykułowanie tego poprzez muzykę. Więc „wizualna” – tak. To, co widzisz dookoła siebie na codzień, znajduje odbicie w twojej muzyce. Sama praca nad muzyką do filmu była bardzo ciekawym przeżyciem. Pisanie podkladu do widowiska, do filmów, to zupełnie inny rodzaj pracy nad materią muzyczną. Polega to na tym, że główną ideę wymyslił za ciebie już ktoś inny, nie musisz wyciągać na wierzch tego, co siedzi w tobie w środku. Wspoółtworzysz czyjąs inną wizję, ilustrujesz czyjeś emocje i w tym sensie myśle, że to łatwiejsza praca... Myślę, że łatwiej jest stworzyć soundtrack, niż napisać autorski album, na swój sposób łatwiej... Dla mnie najwspanialsze w dzisiejszej pracy muzyka jest to, że możesz praktycznie wszystko zrobić sam, w swoim laptopie – no wiesz, nie wychodząc z domu możesz tworzyć całe albumy. Uważam, że to jest niewiarygodne, naprawde... Jest w tej chwili takie zatrzęsienie najróżniejszych programów, jesteś zupełnie niezależny od waruków, czasu i miejsca. Chce spróbować teraz właśnie w ten sposób popracować, w taki wygodny sposób. Z elektroniczną zabawką tego typu możesz praktycznie przez cały czas komponować, gdziekolwiek jesteś. Nie wiem, czy wszyscy ludzie zdają sobie z tego sprawę, że dziś już nie potrzebują studiów nagraniowych, może co najwyżej do ostatecznego zgrania. Wszystko można zrobić we własnej sypialni. To też wspaniałe dla młodych muzyków, którym w dzisiejszych czasach znacznie łatwiej jest zrobić ten pierwszy krok – po prostu siadają i nagrywają plytę. Wspaniale – tak wlaśnie powinno być... Truno jest skomponować długi kawałek tak, aby słuchacz nie nudził się ani przez chwilę. Jeśli przez cały czas w utworze nic się nie zmienia, nie ma żadnego napięcia, to może się zrobić nudno. Ale kiedy posłuchasz sobie kompozycji James’a Brown’a, czy Fela Kuti, w których nie ma prawie żadnych zmian przez 15 minut, ale wcale się nie nudzisz, bo cały czas jest ten ‘groove’, który buja, trzyma cię w napięciu. Napisaliśmy taki kawałek „Again”, który trwa 16 minut. I wielu ludzi mówiło nam, że dziś się nie da zrobić szesnastominutowego kawałka, bo nikt nie będzie chciał tego słuchać. A okazało się, że właśnie ta piosenka, to prawdopodobnie największy sukces w naszej karierze. W niektórych miejscach w Europie jesteśmy znani glównie z niego. To wspaniałe, że coś takiego nam się udało, że coś takiego jesteśmy w stanie zrobić. No, oczywiście nie zaplanowaliśmy tego z zimną krwią, ale sam fakt, że udało nam się napisać szesnastominutowy kawałek, który się nie nudzi, przy którym da się wytrzymać... I w tym numerze nie ma właściwie żadnych drastycznych zmian, ale utrzymuje się w nim pewne napięcia emocjonalne, przy praktycznie stałej melodii. W popie liczy się tylko melodia, nie zwraca się uwagi na dynamikę. A dynamika jest niezwykle ważna w muzyce. Problem w tym, że jest pewna grupa ludzi, którzy nie szukają w muzyce żadnych wyzwań. Dlatego właśnie w świecie rozrywki jest dużo miejsca na taką muzykę, jaka tworzy Robbie Williams albo podobni jemu producenci, oni po prostu zaspokajają potrzeby tego typu odbiorców. Nie chodzi tylko o to, że tacy odbiorcy nie chcą czegoś więcej, nie interesują się. Dla nich w ogóle muzyka nie jest na tyle ważna, żeby szukać czegoś więcej. Wystarczy im, że od czasu do czasu usłyszą parę przebojów, to wszystko. Myśle, że jeżeli ktoś ma w ogole ochotę na słuchanie jakiejś ciekawszej, bardziej zróżnicowanej muzyki, to w dzisiejszych czasach jest to łatwiejsze, niż kiedykolwiek – są tysiące sposobów żeby do niej dotrzeć. Jesli tylko chcesz, jedziesz do przodu... Jak to mówią: „jedynym problemem jest dotarcie potem z tym do ludzi”. Więc sądzę, że wszystkie dzieciaki, które będą miały potencjał, zmobilizują się i będą wykorzystywać nowe możliwości. Takie możliwości, jak Internet, który ma umożliwić bycie na czasie ze wszystkim, słuchanie wszystkiego, co się chce. I mam nadzieję, że tak się stanie”. |